Mir 1738: kiedy dwór przyjeżdżał, robiło się gorąco

Wrzesień 1738 roku nie był szczęśliwy dla Mira. Podczas pobytu w drodze książę zanotował dramatyczną wiadomość o pożarze zamku mirskiego:

„Na wieczerzę powracając odebrałem triste nuntium, że zamek Mirski funditus zgorzał, tylko wieża jedna nad kaplicą świętego Krzysztofa na bramie została przez protekcją tego świętego. Ten ogień poszedł z komina, w którym gniazdo było kawcze, które jako się zajęło, na dachówkę zleciało i funditus. Zamek z wielką szkodą moją zgorzał.”

Jednak pół roku później, gdy Radziwiłł ponownie przybył do Mira wraz ze swoim dworem, historia niemal się powtórzyła. Tym razem zagrożone było już całe miasto:

„Stanąłem w Mirze w mieście, bo w zamku ogień przeszłoroczny zabrał, stanąłem u Mirki kupcowej najsławniejszej, moi masztalerze w stajni przed północą świece zapuścili, w słomę zapalili stajnię i spichlerz i tym sposobem mało całe miasto nie zgorzało, przecież Pan Bóg bronił, i tylko na stajni i spichlerzu zakończył się ogień, i tylko moja gospodyni straciła na kilka tysięcy towarów, którem według proporcji nagrodzić kazałem.”

Idą do diabła tacy hojni i sumienni goście, co najpierw niemal spalą człowiekowi miasto, a potem z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku odnotują, że straty „według proporcji” wynagrodzili. Trochę jednak żal tej kupcowej.

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *